wtorek, 27 października 2015

Dziewczyny vs wychowanie fizyczne, czyli włosowa corrida.

    Hej, hej ! Postanowiłam, że czasami będę opisywać jakieś moje przemyślenia związane z przyziemnymi sprawami. Lubię obserwować pewne zjawiska i interpretować je na swój sposób. I w sumie chciałabym się tym podzielić.
    Dzisiaj poruszę temat wf-u - przedmiotu, którego to chłopcy ubóstwiają, a dziewczyny marzą, aby jakiś nauczyciel je zwolnił.
    W naszej gimbazie wf i tak jest w miarę dobrze przyjmowany przez białogłowy, a przynajmniej w moim roczniku. Bywają jednak stałe wyjątki od normy. Dziewczęta będące to na zwolnieniu lekarskim "po chorobie", to niedyspozycja, to mamusia coś nabazgrała w zeszyciku do korespondencji, to je boli brzuszek, główka, to nie mają stroju. I właściwie to tak jest w kółko. A przynajmniej było. Oczywiście ku niepocieszeniu naszych niewiast z wiecznym okresem nowelizacja dotycząca tych uroczych lekcji dosięgnęła także i naszą szkołę (którą, z pozoru, nikt się nie interesuje). Teraz, w akcie desperacji, pozostaje im tylko zrobić sobie jakąś większą krzywdę, udać się do lekarza, dać mu coś do szufladki i mieć zwolnienie z określonych ćwiczeń ("O nie, złamałam paznokieć, chyba nie mogę biegać"). Oczywiście to przesadzony obraz, który nie odnosi się nijako do autopsji. Kolejny typ dziewcząt występujących na wf-ach to dziewczyny z serii: "gdyby tutaj nagle znalazł się ktoś z agencji modelek i mnie wziął na staż". Odnosi się to do drugiej części tytułu. Gdyż walka tych roszpunek z pięknym włosiem wygląda jak corrida. Tylko bez byków i krwi. No bo po co spiąć włosy, lepiej plątać się z nimi całą lekcję, a nawet dwie i co pięć sekund je poprawiać. No komedia. Panny te myślą chyba, że pochłonięci piłką nożną, jakby ich zaczarował, chłopcy będą nieustannie patrzeć na ich wdzięczny bieg łani (cudowny sposób biegania to swoją drogą) i powiewające z lekka, pachnące fiołkami, włosy. Jeszcze tylko magiczny wiatr, kolorowe liście i Pocahontas jak nic. Oczywiście wieczne chichotanie, bieganie za rączki itp. to ich nieodłączne elementy. Następnie istnieją też takie, co niby chcą, ale im się nie chce i wiecznie by grały w gry zespołowe, najczęściej nogę, bo i tak nic nie robią na boisku. To raczej taki typ ogólny, ich jest najwięcej. Nie odpowiada im kreatywność nauczyciela, uważają, że i tak wszystko co robimy jest bez sensu.
     To jest moje spostrzeżenie odnośnie wf-u, takie przemyślenia i obserwacje. Każdy z tych typów jest trochę irytujący, ale ten tekst nie ma na celu negowanie ich, ani obrażanie. Ponad wszystko i tak najbardziej irytująca jestem ja- nudzi, narzeka i jako jedyna chciałaby gimnastykę na wf-ie ! :D
Bajoooo
                 Miśka <3