Dzisiaj się trochę podenerwuję :D
Ostatnio na światowy rynek muzyczny wyszła nowa piosenka zespołu Coldplay "Hymn For The Weekend". W utworze towarzyszy im Beyonce. Oto on:
Zaraz zrobi się na nią ogólny szał i wszyscy będą podziwiać tę piosenkarkę. Ale przejdźmy do teledysku.
Ogólnie cała piosenka dość spoko. Teledysk polega na tym, że miły pan pokazuje nam Indie i fajne rzeczy w tym kraju. Między innymi słabą rekonstrukcję Holi.
"Ej, musicie się umazać tym kolorowym proszkiem żeby wyglądało jak ten taki festiwal wasz i żeby mój teledysk był bardziej cool. Dam wam za to parę rupii, ale i tak będziecie się cieszyć."
No ale pomińmy to. Przynajmniej jest jakoś fajnie. Do czasu...
Do czasu, w którym nie pojawia się Beyonce. Beyonce dookoła na ekranach telewizorów w kwiecistym wianku jeszcze zniosę.
Ale Beyonce na ekranie w jakimś skromnym indyjskim kinie nie zniosę. No nie da się po prostu.
Nasuwa się pytanie: Co to jest?!
Jak ona wygląda? Kto pozwolił jej to ubrać? Czemu? xD
Marnie jej wyszło naśladowanie gwiazdy Bollywood. :D
Drażnią mnie także jej gesty...
"A, połączę sobie kciuk z palcem wskazującym, a resztę palców rozłożę, może będzie wyglądało jakbym była tancerką."
Nie pani Beyonce, trzy razy nie.
Ten teledysk bez niej byłby świetny. Zamiast niej mogła wystąpić ta Induska, która pojawia się przy końcu. Biegła i rzucała kwiatami-zadecydowanie za mało.
Pani Beyonce zepsuła cały klimacik, który miły pan zaczął już budować...
No cóż. Tak właśnie tworzy się antyreklamę Indii na świecie.
Brawo!
Ostatnie pytanie:
KTO WPUŚCIŁ TĘ AMERYKAŃSKĄ PANIENKĘ DO INDII?
Koniec.
Na koniec teledysk pokazujący jak powinno się "aranżować" Holi z pompą.
Dziękuję, dobranoc.

